Wyscig ktorego najbardziej nie lubie w clym kalendarzu startowym.Trasa tej Majowki mi jakos nie odpowiada a juz 2 roz z rzedu jest taka sama.Petle 18 razy po 2,5km.Od startu lekko pod gorke,pozniej w dol i 2 ostre zakrety.Rozpadalo sie od 7 okrazenia i wtedy wlasnie jakos stracilem kontakt z czolowka,probowalem szarpac jeszcze 2 okrazenia ale nic z tego.ZOstalem z jednym gosciem i razem mocno do konca juz jechalismy.Na koniec wypredzil mnie Saint i po chwil zaliczyl gleba na mokrym.Na szczescie szybko sie pozbieral i razem wjechalismy na mete,szkoda tylko ze ja jedno kolko mniej...
Po pracy w kierunku Kroscienka gdzie odbilem na Czarny Potok.Polozyoli nowy asfalt na dosc dlugim odcinku wiec jedzie sie miodnie.Po Mlynczyska szlem jak burza,koncowka jest dosyc sztywna.Na sama Ostra troche oslablem i tyle co wytoczylem sie na szczyt i od razu zjezdzalem.Na zjazdach dochodzilo do 66km/h.W kamienicy skret na Sacz i rowne tempo ze srednia 31,9km/h
Niestety wszystko co dobre sie konczy i wrocilem na swoje smiecie.taki mialem plan zeby sprawdzic sie w moich gorach po tyc wojazach alpejskich.Moc jest potezne na Bogusze jechalem 25km/h nawet nie myslac ze jade pod gore.Wogole to te podjazdy u nas to jest zenua w stosunku do Alp ale co zrobic.Zjechalem do FLorynki i na ogien poszedl Berest.Tam tez mocno przez 6km pod gorke,ale tez wydawalo mi sie ze jade po plaskim:)Bardziej to chyba dziala psycha niz nogi bo one i tak cierpia heh.Na Krzyzowce kosa jakies 9 topni tylko i zjechalem do Sacza juz spokojnie.
Rano po Lido di Jesolo.Niestety tzreba wracac do Polski.W drodze powrotnej mialem ambitny plan wyjechania na chyba najslynniejszy podjazd we WLoszech slynny z Giro czyli Monte Zoncolan.Niestety po 2km podjazdu rozlalo sie tak ze musialem zawrocic.Przy drodze rozne ciekawe atrakcje
Rano wybralem sie do pobliskiego Caorle.Port rybacki i miejsce wypoczynku.Droga plaska jak stol.Po Alpach ciekawa odmiana:)Troche zimno rano ale wraz z uplywem dnia coraz cieplej
2 dzien pogodowo zapowiadal sie fatalnie wiec jakie zdziwieni bylo jak po rannych opadach desczu ze sniegiem wyszlo slonce i mozna bylo sie gdzies ruszyc.Za cel obralem Bormio przez Passo Eira i Foscagno.Wczoraj jechalismy tam autem i widzialem ze nie jest juz tak trudno jak na Stelvio.Poczatek troche plaskiego i piekne widoki na Livigno
Tam chwila wytchnienia,starsznie zimno a tutaj tzreba zjezdzac praktycznie 20km do Bormio.Zjazd na szczescie dosyc szeroki i tylko kilka serpentyn.na dole duzo cieplej ale trzeba wracac do Livigno.Podjazd sie bardzo dluzyl 16km mocno pod gore,na szczycie troche sniezylo;)Na zjezdzie z Foscagno pod Eire starsznie zmarzlem i mocno sie cueiszylem jak dotarlem do centrum Livigno
W koncu jakis dobry trening po gorach.Ruszylem szybko po obiedzie,na poczatku bylo slonecznie jednak szybko chmury zaslonili.Poczaek pod wiatr,podjazd na Wyoskie cos mi nie szedl,obiad ciazyl na zoladku nie moglem zlapac tchu.Jakos sie wytoczylem i zjazd d Limanowej.Ta skret na Mszane i znow pod wiatr i pod gore.Ciezko mega to szlo.W koncu dojechalem do Gruszowca.Zjazd piekny 80km/h lekki wiatr w plecy i blyskawicznie bylem w Limanowej.Podjazd na Siekierczyne i juzz gory do domu przez Przyszowa.
Rano przed praca po 5 rano ruszylem na krotki trening.Z poczatku mialem ejchac na Bogusze ale im dalej tym mokrzejsza droga wiec zawrocilem i podjechalem na Łeke,tam zjazd i jeszcze do WIeloglow
Trenuje kolarstwo szosowe od 6 lat.Mieszkam w gorzystych terenach wiec moje treningi odbywaja sie glownie na podjazdach i zjazdach.Preferuje krotkie i intensywne treningi chociaz tez zdarzaja sie dalsze wyjazdy.Staram sie tez startowac we wszystkich okolicznych wyscigach,rajdach etc.Co niedziele wspolne treningi z grupa Stc.W tyg. trenuje przewaznie sam,chociaz czasem zdarza sie jakas wspolna ustawka.